Otwarcie sezonu górskiego ;) Tym razem wjazd, a nie wejście na Szyndzielnię! Rewelacyjny szlak czerwony, wjazd bez zatrzymania (nie licząc jednego upadku), a więc forma nawet, nawet ;) Na szlaku pomiędzy Klimczokwiem, a Błatnią największym utrudnieniem był śnieg. Ale zjazd z samej Błątniej rewelacyjny.
Zachęcająca pogoda nie pozwoliła bezczynnie siedzieć w domu. Na początek leśnymi drogami zaczynając od Rzeczyc, przez Kleszczów, Rachowice i Łącze. Następnie trochę asfaltem do Pławniowic, przez Rudzieniec, i z powrotem już polnymi drogami do domu ;) Praktycznie ciągła jazda (z jedną chwilę na zrobienie zdjęcia) trochę mnie zmęczyła :)
No i po wakacjach :) Spacerowe tempo. Jednak pojawił się problem. Moja tylnia, bezdętkowa opona została przebita. Malutka dziura, ale powietrze uchodzi. Czy ktoś w Was miał z czymś takim doczynienia ?
Łatka + klej nie działa. Nawet specjalny klej od wulkanizatora nie skleja łatki z oponą, która jest wykonana z jakiegoś dziwnego materiału. Na obecną chwilę muszę włożyć do środka dętkę...
Dzień wcześniej grill z znajomymi, kładę się spać o 4:30, budzik nastawiam na godzinę 6. Ambitnie!
Nie było łatwo zmusić się do wstania :) Ale udało się. Ruszam! Pociągiem do Bielska.
Po odnalezieniu szlaku, ruszamy żółtym na Szyndzielnie. Chyba wybraliśmy zły szlak, bo często musimy zsiadać z roweru, ale w końcu udało się dotrzeć na szczyt :)
W międzyczasie trochę nas postraszył deszcz. Ogólnie pogoda wyśmienita, nie za ciepło, nie za zimno :)
Przy zjeździe z Błatniej napotykamy się nad jeziorko z zaporą. Wstęp wzbroniony! Nie robi to na nas wrażenia. Przeciskamy się pod siatką i drutem kolczastym :P
Godzina 15 potężna burza i oberwanie chmury w moich okolicach. W okolicach godziny 17 wychodzi słońce i robi się piękna pogoda. Nie zastanawiając się długo wyciągam rower i ruszam. Tylko gdzie ?
Wyruszyłem w całkowicie drugą stronę niż zwykle. Postanowiłem objechać cały zbiornik Dzierżno Duże. Warunki błotniste! :)
W pewnym momencie po dwóch stronach wody mam wodę, z jednej strony jeziora, z drugiej Kanał Gliwicki. Po drugiej stronie kanały, niegdyś potęga zbrojeniowa Polski - zakład Bumar Łąbędy. Sławny z produkcji jednych z najlepszych czołgów na świecie.
Dwudniowa piesza wędrówka w Beskid Żywiecki. Wysiadka w Zwardoniu i około 6 godzinny marsz na Wielką Raczę. Na szczycie znakomite widoki! Następnego dnia pobudka o 3:50, aby nie przegapić wschodu słońca. Okazało się, że wstaliśmy o całą godzinę za wcześnie ;)
Pociągiem do Bielska. Promocja rowerowa trwa nadal :) Po wysiadce powtórka z przed tygodnia, uderza nas fala gorąca, ale nie zważając na to, jedziemy szukać szlaku.
Początek trochę zniechęca. Podejazd czerwonym szlakiem na Magórkę do łatwych nie należy.
Na szczycie robimy krótki odpoczynek na regeneracje sił. Teraz będzie w dół, więc o wiele przyjemniejsza jazda. Jak się okazało, nie na długo. Łapię gumę, a chwilę później Paweł też. Po uporaniu się z awariami zjeżdżamy do Międzybrodzia Bialskiego. Piękna, malawnicza miejscowość! Polecam!
W okolicznym sklepie zaopatrujemy się w wodę i ruszamy dalej, niebiskiem szlakiem, znowu w górę. Na początek mordeczy podjazd asfaltem w górę. Resztą sił, ale dałem radę bez zejścia z roweru :) Gdy szlak zbacza do lasu, robimy dłuższą przerwę.
Pogoda zaczyna się psuć,trochę nas straszy burza, dlatego podkręcamy tempo. Zdobywamy kolejno Nowy Świat i Gaiki. Teraz zaczyna się prawdziwa zabawa. Zjazd niebieskim do Lipnika Górnego. Początek na tyle niebezpieczny, że musze sprowadzać rower. Poźniej już lepiej, hamulce dostają po kościach ;)
Szybki powrót szosą do Bielska Centrum i pociągiem do Katowic. A w pociągu 1 klasą niestety nie jechaliśmy :P